Spokojnie, nie jestem farmaceutą

Każdy lek może zabić. I nie chodzi już tylko o tę śmierć, którą straszy każda reklama dowolnego proszku czy mazidła kupowanego w aptece nie wspominając o pudrze dla niemowląt, który spożyty w nadmiernych ilościach mógłby wywołać biegunkę, odwodnienie i w końcu śmierć w męczarniach. Nie o ten puder chodzi, ale o samą formułę towarzyszącą każdej takiej reklamie od kilkudziesięciu lat, która wryła się już w mózgi co najmniej dwóch  pokoleń Polaków. Dowiadujemy się z niej, że każdy z nas ma własnego lekarza i własnego farmaceutę, z którym powinien się skontaktować, w przypadku gdyby nie radził sobie z czytaniem ulotki lub z czytaniem w ogólności.

Ktoś dawno, dawno temu – tak dawno, że nikt pewnie już nie pamięta kto i kiedy – wymyślił sobie że takie ostrzeżenie uratuje wiele istnień ludzkich przed utratą zdrowia a nawet śmiercią. Nikt jednak nie wziął pod uwagę, że samo ostrzeżenie nieustannie powtarzane stanie się w końcu zagrożeniem dla zdrowia psychicznego. W każdym razie ja czuję się naprawdę zagrożony! Czasami nie tylko zresztą ja, bo przecież gdy ogarnia mnie chwila słabości, żeby nie powiedzieć – niepoczytalności – moje gwałtowne reakcje wzburzają wszystkich domowników, którzy używają wszelkich metod aby powstrzymać mnie przed zmiażdżeniem, skopaniem, i wyrzuceniem telewizora przez okno. W takich chwilach sądzę, że powinniśmy ostrzegać przed reklamami farmaceutyków, tak jak ostrzegamy przed migoczącym obrazem telewizyjnym albo niecenzuralnym językiem w niektórych programach.

Zresztą podobne pomysły ostrzeżeń nie są tylko domeną producentów i dystrybutorów leków. Wystarczy wyświetlić dowolną komercyjną stronę internetową na terenie Unii Europejskiej, aby ujrzeć komunikat o ciasteczkach i polityce ciasteczkowej serwisu. Ciasteczkowy potwór,  którego oswoiliśmy już dawno temu nagle w oczach unijnych decydentów stał się groźny i trzeba przed nim ostrzec. Oczywiście bez tych ciasteczek praktycznie żadna współczesna strona internetowa nie będzie już działać więc użytkownik i tak nie ma wyjścia – musi się zgodzić na zapamiętywanie ciasteczek – ale Unia jak matka – ostrzega!

Pewnie jakiś wielki i dalekowzroczny unijny innowator, wymyślił to wszystko, wdrożył a potem zgarnął forsę za projekt racjonalizatorski i od tego momentu miliony Europejczyków codziennie klikają w przycisk Akceptuję każdorazowo, gdy otwierają jakiś serwis internetowy.

Pomyślcie tylko, dziesiątki, setki milionów może nawet miliard kliknięć dziennie. Ile to pochłania energii, wyssysanej z delikwentów, gdy setny raz tego samego dnia mamroczą do siebie coś, co w każdym języku znaczy mniej więcej: „tak, kuwa akceptuję!” Ponieważ w ciągu wielu lat swego życia każdy zrobi to dziesiątki tysięcy razy, zapamięta najmniej cenzuralne słowo swego języka ojczystego oraz treść polityki ciasteczkowej lepiej niż pacierz, alfabet, hymn czy wspomniane wyżej ostrzeżenie przed morderczym pudrem dla niemowląt. Chciałbym zatem w tym miejscu przeprosić za tę niedogodność którą serwuję również swoim czytelnikom.

Szczerze mówiąc, sam chętnie zresztą zająłbym się taką robotą za podobne pieniądze. Mam nawet pewne plany z tym związane. Z utęsknieniem czekam jednak na kolejne pomysły ostrzeżeń tworzonych przez ekspertów unijnych, bowiem z ich kreatywnością nie można konkurować.  Przecież (jak mawiała sławna kobieta biznesu Abigail Jonson) „nie ważne jakie stanowisko zajmujemy, czym się zajmujemy i jak dużo zrobiliśmy – nasza praca nigdy się nie kończy.”

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz