Roboty humanoidalne to schyłkowa technologia

Pojawiające się tu i ówdzie projekty mające na celu skonstruowanie humanoidalnych robotów są raczej emanacją naszej próżności: próbą stworzenia sztucznego życia na własne podobieństwo, co zasadniczo jest nieco żałosną próbą udawania Boga.  Pewnie uwaga ta nie dotyczy wszystkich tego typu projektów. Czasem konstrukcja robota, który przypomina człowieka może mieć swoje uzasadnienie. Typowymi dziedzinami, w których roboty humanoidalne mogą być stosowane z powodzeniem to rozrywka, sprzedaż, opieka.

W pozostałych dziedzinach nie jesteśmy aż tak dobrzy, żeby upodobnianie robotów do ludzi miało sens.  Gdybyśmy zapytali kogoś na ulicy, żeby wskazał znanego mu robota, to moglibyśmy usłyszeć o „Terminatorze”,  lub „tym złotym z Gwiezdnych Wojen”. Z pewnością nikt nie wymienił by Tesli Model X, satelity Cassini czy zwykłego autopilota w dowolnym samolocie. A przecież wszystko to są roboty, ale nie nie wyglądają one tak jak roboty opisywane w powieściach science-fiction. Mimo to jest wysoce prawdopodobne, że roboty z niedalekiej przyszłości nie będą chodzić na dwóch nogach i  będą przez to dużo bardziej wydajni niż my – istoty dwunożne.

Nasze wyobrażenie o tym, czym jest robot, zostało skażone przez science fiction i popkulturę. Termin „robot” został po raz pierwszy użyty w 1920 roku przez Karela i Josefa Čapka w spektaklu Rossumovi Univerzální Roboti, gdzie pokazano sztuczny humanoidalny automat.

Lubimy myśleć, że jesteśmy dominującymi istotami na planecie, więc roboty mobilne powinny wyglądać jak my, chociaż faktycznie nie powinny: Nie umiemy latać, nie jesteśmy dobrymi pływakami, nie możemy żyć w próżni i jeśli zechcemy podróżować na odległości dalsze niż jeden kilometr, większość z nas użyje samochodu lub innego pojazdu kołowego.

Lokomocja dwunożna dobrze nam służyła, ale jest ograniczona, wymaga ogromnej ilości mocy obliczeniowej mózgu i lat nauki. Komputerowe wersje naszego mózgu nie dorównują oryginałowi i prawdopodobnie tak będzie przez następne dziesięciolecia. Po prawie 100 latach rozwoju nasze najbardziej zaawansowane humanoidalne roboty mogą tylko otworzyć drzwi, nie przewracając się zbyt często.

Jaka jest zatem przyszłość robotyki? Cóż, zależy się to do tego, jaką przyjmiemy definicję robota. Niestety, nie ma zunifikowanej definicji tego, czym jest robot, ale powszechna zgoda jest taka, że ​​jest to fizyczne urządzenie, które może odczuwać swoje otoczenie i wchodzić z nim w interakcje przy ograniczonej interwencji człowieka.

Może to być automatyzacja, w której zadania są wstępnie zaprogramowane, lub autonomia, w której robot sam podejmuje decyzje.

Powiedzmy, że zbudowałem małego czterokołowego robota, który może poruszać się z punktu A do punktu B, bez rozbijania się o nic. Mogę dać mu mapę i powiedzieć, gdzie iść, a zrobi to bez dalszych instrukcji. Brzmi całkiem fajnie, ale jaki jest tego sens? Teraz powiększmy go tak, abyśmy mogli w nim usiąść. Teraz nagle nie jest to już robot, to samochód bez kierowcy. W rzeczywistości wszystko, co się zmieniło, to tylko rozmiar.

Teraz chcę odlecieć w wakacje. Szczęśliwie wsiadam do samolotu i widzę dwóch pilotów w kokpicie. Kiedy ląduję, wciąż tam są i myślę, że to świetna robota. Jednak najprawdopodobniej piloci wcale nie kierowali tym samolotem. Wprowadzili szereg poleceń do autopilota, a on pilotował samolot samodzielnie. Samolot jest więc robotem, tyle że z ludzkimi nadzorcami, którzy przejmują kontrolę, wtedy gdy coś idzie nie tak.

Przyszłością niemal wszystkich środków transportu są roboty mobilne. Mamy już  zautomatyzowane samoloty a w ciągu następnej dekady będziemy mieć autonomiczne samochody. Roboty już latają w przestrzeni kosmicznej i przeszukują dno oceanu. Już używane są pociągi i tramwaje bez maszynistów. Drony będą używane znacznie szerzej. Wszystkie te rzeczy są robotami, ale trzeba je nazywać inaczej ze względu na na ogólne rozumienie, czym jest robot.
Najważniejsze jest to, że dostosowujemy technologię do warunków otoczenia. Zamiast budować roboty, które wyglądają tak, jak my, aby mogły być bezpośrednim naszym zamiennikiem, budujemy już raczej rzeczy pasujące do problemu:  Po co budować robota ratunkowego, który będzie wspinał się po gruzach zawalonych domów na dwóch nogach, gdy zastosowanie czterech lub sześć nóg sprawi, że będzie on o wiele bardziej stabilny?
Nie ma wątpliwości, że kiedyś androidy będą do nas podobne i będą z nami rozmawiać. Ale na razie roboty z niedalekiej przyszłości nie będą poruszać tak jak my. Zamiast tego będą jeździć, latać, pływać lub chodzić na dowolnej liczbie nóg – z wyjątkiem dwóch.

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz